Harvard od kuchni – co się dzieje na kursie, który kosztuje 165 000 dolarów?
Wyobraźcie sobie salę pełną miliarderów, którzy zamiast rozmawiać o fuzjach i przejęciach, tańczą czaczę po lampce czerwonego wina. Brzmi jak scena z filmu? A jednak to codzienność jednego z najbardziej ekskluzywnych programów biznesowych na świecie.
W naszym najnowszym odcinku zabieramy Was prosto do Bostonu, gdzie na Harvard Business School spotkaliśmy się z Martinem Kaczmarskim – właścicielem grupy Kaczmarski Group, człowiekiem stojącym za KRD, Kaczmarski Inkasso i wieloma innymi markami, które zna praktycznie każdy polski przedsiębiorca.
Dlaczego akurat Harvard?
Martin, mimo że od 11 lat samodzielnie zarządza jedną z największych grup finansowych w Polsce, postanowił zainwestować w kurs Owners President Management – program stworzony z myślą o właścicielach i prezesach firm z całego świata. Cena? 55 000 dolarów za jeden z trzech modułów. Łącznie prawie 165 000 dolarów za dziewięć tygodni nauki.
Brzmi absurdalnie? My też tak myśleliśmy. Ale kiedy usłyszeliśmy, jak wygląda ten program od środka, zaczęliśmy patrzeć na sprawę zupełnie inaczej.
Nie płacisz za wiedzę – płacisz za coś zupełnie innego
To jedna z tych rozmów, po których zmienia się perspektywa. Bo okazuje się, że w tym całym harvardzkim doświadczeniu najciekawsze wcale nie są profesorowie z tytułami czy studia przypadków wielkich korporacji.
W filmie poruszamy między innymi takie wątki:
- Jak wygląda proces rekrutacji, gdy stawką jest 165 000 dolarów
- Dlaczego "cold calling" na sali wykładowej to najbardziej stresujący moment dnia
- Co robi 180 właścicieli firm z całego świata, gdy zamyka się ich razem w akademiku na trzy tygodnie
- Dlaczego rzeczy oczywiste stają się przedmiotem godzinnych dyskusji
- Jaki jest największy minus najdroższego kursu biznesowego świata (bo minusy też są!)
Trzy role właściciela, o których nie mówi się w Polsce
Jeden z najmocniejszych momentów rozmowy? Kiedy Martin opowiada o zmianie perspektywy dotyczącej roli właściciela w firmie. O tym, że nie chodzi już o gaszenie pożarów i mikromanagement, tylko o umiejętność świadomego przełączania się między trzema rolami: coacha, mentora i lidera prowadzącego za rękę.
To wiedza, za którą – jak sam mówi – warto zapłacić te 55 000 dolarów. Nawet gdyby to był jedyny wniosek z całego kursu.
Dla kogo jest ten odcinek?
Jeśli prowadzisz firmę i czujesz, że utknąłeś w operacyjnym błocie, ten materiał otworzy Ci głowę na kilka rzeczy naraz. Nie chodzi o to, żeby każdy z Was wyjechał na Harvard – Martin sam podkreśla, że dostępnych jest mnóstwo tańszych i równie wartościowych ścieżek rozwoju.
Chodzi o coś innego. O to, żeby zobaczyć, jak myślą i pracują ludzie zarządzający miliardowymi biznesami. Jak podchodzą do networkingu, edukacji, do własnych słabości. I dlaczego rozwijamy się najbardziej wtedy, gdy w firmie idzie dobrze – a nie wtedy, gdy pali się grunt pod nogami.
Zapraszamy do obejrzenia
Ta rozmowa to nie jest laurka dla Harvardu ani reklama drogich kursów MBA. To szczera opowieść o kulisach ekskluzywnej edukacji biznesowej, o tym co działa, co nie działa i co realnie zmienia w głowie właściciela firmy.
Zaparzcie kawę, usiądźcie wygodnie i zobaczcie, jak wygląda świat, w którym dwóch dolarowych miliarderów tańczy czaczę o północy, a rano wracają na salę wykładową analizować przypadek Nokii z 2006 roku.
Odcinek do obejrzenia poniżej. Dajcie znać w komentarzach, co Was najbardziej zaskoczyło!
