Jak wykorzystać negatywne emocje?

“Lotos wyrasta w bagnie, popatrz jak latam, a też byłem na dnie

Każdy z nas nieraz upadnie, sztuką się podnieść i zacząć od zera”

Kali

Odwrócona paranoja – wtf?

Tymi wersami, rapera Kaliego, z utworu “30 km/h” chciałbym zacząć kolejny artykuł w którym wyjaśniam w jaki sposób staram się zarządzać negatywnymi emocjami. Takimi jak frustracja, gniew, irytacja, rozczarowanie itd.

A skąd Songo z Dragon Ball? Wtajemniczeni wiedzą, że transformacja w Super Sayiana nastąpiła u Songa w momencie skrajnego gniewu… 😉

Jak mawiają tragarze, do rzeczy!
Jakiś czas temu, prawdopodobnie czytając Forbes, natrafiłem na artykuł o pewnym miliarderze, który podobno miał strategię postępowania o nazwie “odwrócona paranoja”. Chodziło w niej o to, że każde, dosłownie każde wydarzenie w życiu interpretował, że dzieje się ono dlatego, że los robi wszystko, aby bohater naszej historii odnosił jeszcze większe sukcesy i miał jeszcze więcej pieniędzy. Przyznacie pewnie, że to dość rzadko spotykany sposób radzenia sobie z życiowymi trudnościami. Zwłaszcza w Polsce.

Ten artykuł czytałem kilka lat temu. W tamtym czasie po prostu uśmiechnąłem się pod nosem, pomyślałem “typ ma dobrą fazę” i poszedłem dalej.

Mijały kolejne lata, skala wyzwań w różnych obszarach rosła, a wraz z nimi częstotliwość dni, gdzie frustracja osiągała zenit, a jedyne co chciało się zrobić to włączyć tryb samolotowy i nie wychodzić z łóżka.

No i coś trzeba było z tym zrobić. Jestem raczej typem gościa, że jak coś mnie boli czy uwiera to zastanawiam się jak wyjąć tę drzazgę spod paznokcia zamiast pielęgnować swoją niedolę i opowiadać o tym każdemu kogo i tak raczej g. to obchodzi, bo ludzie żyją własnymi problemami, a nie naszymi.

Rozkminiając jak uporać się z mentalnym chaosem, przypadkiem wróciłem myślami do tego artykułu. Do tego ekstremalnie pomogły treści na zenjaskiniowca.pl – salute dla Wujka Rafała!

Stwierdziłem: co mi szkodzi. Spróbujmy tej odwróconej paranoi.

Powiem Wam, z perspektywy czasu, że był to genialny ruch. Od razu dodam, że to nie oznacza, że stałem się hipisem patrzącym na świat przez różowe okulary. Nie. Po prostu nauczyłem zarządzać się tym stanem, gdzie wydaje Ci się, że wszystko co robisz jest ch.ja warte.

Jak zarządzać negatywnymi emocjami?

Trzeba zdać sobie sprawę z kilku rzeczy, co znacząco ułatwia ujarzmienie wzburzonego oceanu negatywizmu:

1. Frustracja, gniew, złość, rozczarowanie to emocje. A emocje generują energię. I celem jest właśnie to, aby tę energię wykorzystać do budowy czegoś sensownego, a nie jako działo wycelowane w nas samych.

Podam Wam przykład. Może nawet dwa:

  • Gdy rozkręcałeś biznes, to na pewno znalazł się jeden czy drugi dzban, który Ci powiedział, że bez sensu, albo nie dasz rady albo jakieś inne ble ble ble. Jeśli udało Ci się przetrwać okres bycia nowicjuszem w biznesie to prawdopodobnie te słowa wykorzystałeś na zasadzie “ja nie dam rady? potrzymaj mi piwo”. Wykorzystałeś te złośliwe uwagi jako paliwo by rosnąć i udowodnić swoją wartość. A to wcale nie jest taka oczywista droga. Wiele osób bierze sobie takie słowa osiedlowych ekspertów od zarabiania na oddawaniu butelek do monopola mocno do serca, karmi złego wilka i w pewnym momencie mówi sobie: to nie dla mnie
  • Drugi przypadek to motywacja do poprawy zdrowia. Jak jesteś gruby. Albo jak byłeś gruby to pewnie miałeś zrywy motywacyjne po obejrzeniu filmu “Rocky”. Tyle, że tej motywacji starczyło do końca pierwszego treningu, gdy zwracałeś do sedesu popołudniowego kebaba, którego kupiłeś racjonalizując sobie, że to przecież wołowinka czy baranina – he he hue.

    NATOMIAST, jeśli zdarzyło się, że ktoś Cię publicznie poniżył albo obiekt Twoich westchnień powiedział Ci “wybacz, ale nie ta liga” – (btw, sam kiedyś dostałem taki tekst, który do dzisiaj jest jednym z moich wewnętrznych reaktorów atomowych produkujący cały czas energię ;)), to wtedy następowało coś co pozwalało Ci nie tylko przetrwać pierwszy trening, ale również 10 i 50.

Tak właśnie działa energia pochodząca z negatywnych emocji. Może łatwo Cię zaorać jeśli jej pozwolisz, ale może też dać ogrom paliwa do działania. A przynajmniej ja tak na to patrzę i wielu ludzi, którzy są dla mnie inspiracją i są w miejscu w którym ja też chce być.

Poza tym… Frustracja, odpowiednio zarządzana, może paradoksalnie z czasem prowadzić do znacznego wzrostu optymizmu. U mnie odbywa się to w ten sposób, że jak jest jakaś seria wydarzeń, gdzie dosłownie wszystko się pier.oli to powtarzam sobie “skoro po każdej burzy wychodzi słońce, to jak teraz jest taka chryja, to wschód słońca będzie pewnie równie spektakularny” i co? I często tak jest. Ale tylko pod warunkiem, że wykorzystasz tę energię by ostro działać. Bo jeśli wierzysz w życzeniowe myślenie jak wielu fanów rozwoju osobistego to zapewniam Cię, raczej się rozczarujesz. Samym myśleniem nie przyciąga się dobrobytu.

2. Uważam, że warto rozważyć taki styl myślenia, tym bardziej, gdy podobnie jak ja masz naturę kompetytywną, czyli lubiącą rywalizację. No bo zobacz. Jeśli większość osób w obliczu trudności się poddaje, a Ty potrafisz się ogarnąć i użyć radioaktywnego materiału w swoim reaktorze, to zyskujesz naprawdę kolosalną przewagę. Bo jak mawia wspomniany już Rocky:

“Nieważne, jak mocno uderzasz, ale jak dużo jesteś w stanie znieść i nadal iść do przodu.”

ROCKY

3. Mówi się, że trzeba być zdeterminowanym. Spoko. Ale czasami determinację od desperacji dzieli cienka granica, więc zaakceptuj to, że widocznie pewne rzeczy nie są Ci pisane. I znowu: nie myśl o tym, że na to nie zasługujesz. Tak sobie szkodzisz. Pomyśl za to: dobra, jakiś cichy, wewnętrzny szept mi podpowiada, że spotka mnie coś dużo lepszego, więc warto to odpuścić i nie robić na siłę reanimacji skoro pacjent nie odzyskał pulsu już od kilku godzin.
Tutaj dygresja: jak usłyszeć ten cichy głos? Ja podłączam się do niego zjeżdżając na chwilę, najczęściej jest to weekend do „pit stopu”. Czyli zero FB, IG, LI, maila itd. Ograniczam na maksa docieranie zewnętrznych bodźców i informacji, które zalewają nasze mózgi każdego dnia. Początkowo odczuwam FOMO (wewnętrzny lęk, że coś Cię omija), ale gdy głowa już ostygnie to z każdą godziną szept wewnętrznego doradcy słyszę coraz bardziej. Często potem jest tak, że po weekendzie nagle zmieniam podejście o 180 stopni w jednej czy drugiej sprawie, bo dałem sobie przestrzeń i czas na refleksję i rozkminę.

Konkrety Panie. Dawaj jakieś mięso.

Dobra Adrian. W teorii to dobrze wygląda każdy program wyborczy, lecz z praktyką rzadko ma coś wspólnego, dlatego poprosimy o konkret.

Nie ma sprawy. Chętnie opiszę kilka sytuacji, budzących frustracje, która dzięki odwróconej paranoi pozwoliła każdą z nich obrócić w coś dobrego. Zapraszam do zajrzenia na zaplecze tej części mojej codzienności, która niejednokrotnie rozważała czy wyrzucić telewizor przez okno:

  • Akcja ze studiem
    Problem: Nasze pierwsze studio miało być w zupełnie innym miejscu. Byliśmy wstępnie dogadani z pewnym dżentelmenem. Mimo braku podpisanych papierów uznałem, że to już jest na bank pewne, więc zacząłem wszystkim o tym opowiadać. Nagle, po 2 tygodniach, dostaje krótkie info na messenger o mniej więcej takiej treści: “Hej, sory, ale jednak nie będziemy mieć dla Was wolnego biura pod studio.” I tyle.
    Moja reakcja? Wyobraźcie sobie 🙂
    Rozwiązanie: W duchu mówiłem sobie: Adrian, los próbuje dać Ci coś lepszego. Znajdź to. Po kilku dniach, nagle, przypomniałem sobie, że mój kolega miał kiedyś komercjalizować przestrzeń Bydgoskiego Centrum Finansowego w samym sercu Bydgoszczy. Napisałem do niego, poprosiłem o pomoc i… long story short, od przeszło półtora roku jesteśmy w BCF. Bardziej w centrum się nie da. Dzięki Łukasz U. oraz ukłony dla każdego kto uczestniczył w tym procesie i nam zaufał.
  • Akcja z Zaborem
    Problem: Pewnego razu mieliśmy nagrywać wywiad z moim kolegą – Łukaszem Zaborowskim. Gość jest mocno związany ze światem mma w Polsce. Nagle, dzień przed, dostaję od niego sms, że jednak nie da rady udzielić wywiadu bo coś tam. Moja pierwsza reakcja? Wiadomo 😉
    Rozwiązanie: Nie zrobiliśmy wywiadu tak jak początkowo planowaliśmy. Zrobiliśmy coś lepszego! Zabor pomógł nam zdobyć akredytację na KSW 44, dzięki czemu nie tylko zrobiliśmy wywiad z nim, ale też np z Martinem Lewandowskim. Współwłaścicielem KSW. Dobrze czy lepiej? To zdarzenie bardzo wzmocniło proces budowania wiarygodności naszego programu 🙂
  • Akcja z hejterami
    Problem: W początkach kanału, trafił się taki jeden frustrat, którego bardzo szanowałem do pewnego momentu. Tym momentem była chwila, gdy zorientowałem się, że coraz szybszy rozwój PP zaczyna mu przeszkadzać. Czemu? Nie wiem i w sumie już mnie to nie obchodzi, bo on zawsze miał na wszystko wytłumaczenie :). Czuć było to po kąśliwych uwagach i komentarzach.
    Rozwiązanie: Z perspektywy czasu jestem mu wdzięczny, bo tylko przyspieszył moje porzucenie pobocznych projektów na rzecz totalnej koncentracji na PP. Gdyby nie jego uszczypliwe uwagi to nie wiadomo czy tak szybko postawiłbym wszystko tylko na jedną kartę czy może dalej trzymał kilka srok za ogon. Dziś jest tak, że on nadal jest w podobnym miejscu co był, a Przygody znajdują się już na totalnie innej orbicie dopiero zyskując momentum. Dzięki Panie Kolego! Twoje nieprzyjemne uwagi okazały się bardzo efektywnym nawozem. Nie pozdrawiam.
  • Akcja z kanałami YouTube
    Problem: Przez długi czas, z moim wspólnikiem Bartoszem Kolankiem, zgadzaliśmy się w 9 sprawach na 10. Zawsze potrafiliśmy osiągnąć kompromis. Oprócz jednego tematu… Ten temat powodował takie emocje, że z czasem świadomie zaczęliśmy go unikać, by nie tracić czasu na konflikt. Natomiast czuć było w powietrzu, że wisi między nami pewien niezałatwiony temat. Tym tematem były kanały YouTube dla naszych klientów.
    Rozwiązanie: Z racji tego, że to dość świeża sprawa (czerwiec 2020) to już dość sprawnie zarządzałem odwróconą paranoją i usilnie uspokajałem swoją frustrację mówiąc “znajdziesz rozwiązanie, znajdziesz Adrian, na spokojnie, poczekaj”. No i olśniło mnie… Kiedy? W momencie NAJWIĘKSZEJ frustracji dotyczącej tego tematu. Szczegóły tego momentu zostawię dla siebie, ale za to mogę zdradzić, że momentem kiedy rozwiązanie wpadło do głowy była podróż ze Świecia do Bydgoszczy. W tamtej chwili mijałem akurat dom z czerwonej cegły, przy którym stoją bilbordy, tuż przed wjazdem do alei dębowej przy Borównie. Jeśli to rozwiązanie doprowadzi nas w miejsce, gdzie zakładam, że dojdziemy to w tamtym miejscu coś zbuduje. Jeszcze nie wiem co 😀

Takich akcji było więcej… Ze sprzedażą wychodzącą i marketingiem przychodzącym, z Terentem czy obecnie z ISOE, ale zostawmy część historii na kiedy indziej. Choć pewnie do tego czasu będą pewnie już nowe. Być może bardziej spektakularne 🙂

Przeramuj problem.

Uważam, że warto przeramowywać problem, który mamy w głowie i mówić sobie, że pewnie los szykuje dla nas coś lepszego. Bo tak naprawdę jaką mamy inną alternatywę? Ja tam zamiast wewnętrznego biczowania się, wolę kojący głos mówiący “na spokojnie Adrian, będzie dobrze”.

Każdy z nas regularnie przechodzi przez krainę cieni i to co chyba można zrobić najmądrzejszego to nie zatrzymywać się. Wyjście się znajdzie 🙂 

PS.
Czasami o niektórych akcjach opowiadam w ramach Stories na moim Instagramie, więc jeśli interesuje Was obserwowanie od kulis rozwoju PP to zapraszam 🙂

PPS
Zdaję sobie sprawę, że czasami uderzają w nas takie sytuacje, że nie sposób tego ogarnąć. Czasem żadna metoda nie potrafi pomóc. Daje to jako taką adnotację, aby nikt nie pomyślał, że powyższy sposób myślenia jest remedium na wszystko. Nie jest. U mnie po prostu on działa na większość spraw.