Ostrzenie siekiery – czy warto się uczyć każdego dnia?

Dlaczego chce pisać artykuły na bloga?

Na swój sposób jest to dla mnie historyczny moment, gdyż do pisania artykułów na bloga zbierałem się podobnie jak do stworzenia kanału YouTube. Zbyt długo. Mój cel w przelewaniu myśli na cyfrowy papier jest z jednej strony altruistyczny, a z drugiej egoistyczny.

Altruistyczny dlatego, że jeśli pomoże to choć jednej osobie to będzie ekstra. Egoistyczny, ponieważ jakiś czas temu usłyszałem od kilku specjalistów / przedsiębiorców / twórców internetowych, aby do prowadzenia bloga, kanału YouTube czy podcastu podchodzić w sposób taki, że nie próbujesz udawać nie wiadomo jakiego eksperta tylko po prostu dokumentujesz to czego sam się nauczyłeś. Ponieważ (to wciąż ta sama myśl tamtych osób) osobista nauka jest najwydajniejsza, kiedy próbujemy nauczyć czegoś innych. To podejście bardzo do mnie przemówiło,
a więc jestem.

Dla tych co mnie nie znają to pozwólcie, że się przedstawię, ale… Innym razem :D. Dzisiaj piszę tylko ten artykuł, aby nie przegrać zakładu wedle którego będę musiał dać 100 zł mojemu wspólnikowi jeśli nie skończę tego artykułu przed publikacją kolejnego odcinka PP Tygodnia. W skrócie powiem tylko, że na dzień 21.06.2020,
z marketingiem mam styczność około 8 lat. Nic nie zapowiada, że miałoby się to zmienić, gdyż nasza przyjaźń ewoluuje. Ja go rozumiem coraz bardziej, a on odwdzięcza się poprzez bardzo przyjemny wpływ na życie moje i innych, o czym pewnie jeszcze będę pisał kiedy indziej.

Jaka cecha łączy skutecznych przedsiębiorców?

Nieprzypadkowo na pierwszy artykuł wybrałem motyw ostrzenia siekiery, który pięknie opisuje cytat Abrahama Lincolna:

“Gdybym miał osiem godzin na ścięcie drzewa, spędziłbym sześć na ostrzeniu siekiery.”

Otóż na dzień dzisiejszy, w Przygodach Przedsiębiorców zrealizowaliśmy około 150 wywiadów
z przedsiębiorcami. Taka liczba powoduje, że łatwiej dostrzec pewne wspólne mianowniki.

Jaki jest jeden z nich? Właśnie to metaforyczne ostrzenie siekiery. Wiele razy, podczas rozmów z moimi szanownymi gośćmi, złapałem się na tym, że zdecydowana większość z nich, cały czas się uczy. Gdy zadasz im pytanie typu:

  • Jaka książka miała największy wpływ na Twoje życie?
  • Co obecnie czytasz?
  • Jakie filmy dokumentalne polecasz?
  • Czego się obecnie uczysz?

To gdy usłyszysz odpowiedzi, będziesz zszokowany jak dużo czasu i jak intensywnie uczą się ludzie, którzy
z perspektywy Kowalskiego mają już wszystko i mogliby odcinać kupony sącząc drinki na plaży w Dubaju nic nie robiąc i niczym się nie przejmując.
To jest w ogóle ciekawe, że nie poznałem (chyba) jeszcze osoby, która osiągnąwszy ponadprzeciętne rezultaty
w biznesie stwierdziła, że pasuje, bo ma kilka baniek na koncie i odpuszcza jakiekolwiek działania biznesowe
i jakąkolwiek naukę. 
Nie. Być może wynika to z tego, że im masz więcej wiedzy, doświadczenia, kontaktów i zasobów tym łatwiej jest realizować kolejne eksperymenty zawodowe/biznesowe, a że apetyt rośnie w miarę jedzenia to mało kto chce wysiadać z tej kolejki górskiej.
Oczywiście są sytuacje, gdy ktoś mówi DOŚĆ, bo trzeba wyraźnie powiedzieć, że bycie przedsiębiorcą to nie jest droga usłana płatkami róż. Jest tam również sporo kolców. Wręcz ogromna ilość. Pomyłki, rozczarowania, przepalone pieniądze. Całe menu zdarzeń powodujących awarię hydrauliki i konieczność sprintu do toalety. Ale więcej o tym może innym razem 😉

Magia procenta składanego.

Tak czy inaczej, do codziennej nauki czegokolwiek warto podchodzić jak do procenta składanego. Jeśli czytasz ten artykuł to pewnie wiesz o co w nim chodzi, a jeśli nie to warto doczytać ;), aby w pełni zrozumieć obraz tego mechanizmu.
Ucząc się codziennie, nie przeginając, chociaż przez 30 minut, okazuje się po tygodniu, że nad daną dziedziną spędziłeś 3.5 godziny. Po miesiącu będzie to 14 godzin. A po roku 168 godzin. Nie potrafię sobie wyobrazić scenariusza, gdzie ktoś wkładając w dowolną rzecz taką ilość czasu nie zyska czegoś pozytywnego. A wyobraź sobie, gdy zamiast 30 min poświęcasz godzinę, dwie albo trzy? Jasne jest, że na taki luksus może być ciężko sobie pozwolić, ale chociaż się zastanów… Tym bardziej, gdy jarasz się binge watchingiem na Netflixie i czujesz opór na myśl uczenia się czegoś przez 3 godziny, jednocześnie czujesz ekscytację przed perspektywą pochłonięcia naraz jednego sezonu Domu z Papieru.
Nie oceniam. Zachęcam tylko do autorefleksji 🙂

Dobrze wspominasz naukę w szkole?

Bo widzicie… Myk polega na tym, że szeregi nauczycieli, którzy nas uczyli zasila zbyt duża ilość osób, które trafiły tam z przypadku i po prostu są mierne w tym co robią. Lata stresów i zmuszania do wkuwania na pamięć mogły spowodować u wielu blokadę na słowo “nauka”. Czy to źle? No pewnie. Ale patrząc egoistycznie, odrobinkę dobrze. No bo zobaczcie. Jeśli wiele osób ma awersję do nauki, a nam uda się to przeramować w naszych głowach, to nagle się okazuje, że w większości branż możecie bardzo łatwo przebić się do górnych 5% najskuteczniejszych i najlepiej zarabiających tylko dlatego, że po prostu się uczycie. Dla mojego układu nerwowego, napędzanego często poprzez rywalizację i konkurencję to bardzo kusząca perspektywa. Chcę być lepszy niż byłem wczoraj, ale też chce być lepszy niż konkurencja, więc się uczę.

Co utrudnia naukę każdego dnia?

Jeśli będziecie rozważali wdrożenie tej strategii to być może poczujecie opór wynikający z szeregu elementów:

  • Życie w ciągłym pośpiechu – dlatego warto znaleźć stałe miejsce w kalendarzu i robić to codziennie dla kształtowania nawyku.
  • Brak czasu – dlatego zacznijcie od 30 minut, nawet od 15. Kroczek po kroczku.
  • Pilne tematy – każdy z nas je ma, terminy i projekty, które nas gonią, stąd, powtórzę to co wyżej, zacznijcie od małej ilości poświęcanego czasu na naukę, aby stopniowo weszło Wam to w krew.
  • Bycie reaktywnym – proponuje dokonanie autorefleksji oraz świadome obserwowanie ile czasu w ciągu dnia poświęcacie na czynności, których autentycznie Wy chcecie, a ile na reagowanie na to co chcą inni. Telefony, maile, messenger, whatsapp itd. Każdy taki kontakt zmusza nas do rzucenia tego co robimy, sprawdzenia wiadomości i reakcji. O tym również będzie osobny artykuł, ale wierzcie mi… Taki styl działania mocno rozmontowuje koncentrację, wydajność i dobre samopoczucie. Gdyż zamiast rozwijać to co dla Was ważne
    i interesujące to ciągle biegacie z gaśnicą i gasicie pożary. No chyba, że lubicie to spoko. Ja nie znoszę uczucia, gdy łapie się na tym, że realizuje głównie cudze cele, a nie własne.
  • Rzadko spotykana praktyka – jak daną rzecz robią wszyscy to jakoś łatwiej nam się wdrożyć. Wszyscy myją zęby? Pewnie większość. No to sami też myjemy. Czy większość dorosłych ludzi świadomie uczy się każdego dnia? No już średnio… Może to normalne? Może uczą się przez doświadczenie? Częściowo na pewno. Aczkolwiek jako sceptyk ludzkiej racjonalności bardziej wierzę w intencjonalną naukę i kumulowanie wiedzy, którą potem testujemy w realnym świecie niż sam empiryzm. Bo gdyby był on wystarczający to wokół nas byliby sami majętni i szczęśliwi ludzie. A takich jest niewielu. Do tego zdecydowana większość
    z nich… po prostu się uczy.

Dlaczego warto się uczyć?

Trochę wynika to z powyższych argumentów, ale podsumujmy:

  • Większa wiedza w dowolnej dziedzinie to lepsze decyzje, które podejmujemy.
  • Większa wiedza ma szansę przełożyć się na większe zarobki.
  • Większa wiedza to mniej problemów, bo jeśli przyswajasz dużo wiedzy to siłą rzeczy unikniesz pewnych nieprzyjemnych zdarzeń, gdyż będziesz ich świadomy.
  • Większa wiedza to potencjalna stopniowa zmiana otoczenia. Bo… (wybaczcie za dosadność) ale jeśli uczysz się dzień po dniu, zaczynasz osiągać z tego tytułu korzyści, rozumiesz więcej niż wcześniej to… naprawdę istnieje ryzyko, że zrozumiesz iż twoi obecni koledzy to debile. Niewykluczone, że zanim Ty zaczniesz mieć problem z przebywaniem z nimi to oni wyprzedzą Twój ruch i sami zaczną Cię unikać. Bo za mądrze gadasz. Bo masz za dużo kasy. Bo już nie jesteś tą samą mordeczką co kiedyś, który sukcesy życiowe mierzył liczbą wypitych piw w taniej knajpie. Ale wiesz co? Każdy kto to przeżył mówi, że to błogosławiona chwila. Natura nie znosi próżni. Gdy ktoś odchodzi to pojawia się ktoś nowy, więc na luzie 🙂
  • Większa wiedza to więcej wolnego czasu. No bo jeśli wzrośnie Twoja wydajność, będziesz podejmował lepsze decyzje, będziesz więcej zarabiał, to nagle okaże się, że masz dużo więcej wolnego czasu, gdyż wzrosła wartość, którą wnosisz do firmy swojej lub cudzej, co powoduje szereg przywilejów, a jednym z nich może być właśnie więcej czasu. Przykład: w mojej pierwszej fizycznej pracy (jakieś 10 lat temu) zarabiałem 1200 zł na miesiąc. Pracowałem po nockach od poniedziałku do piątku. Obecnie zarabiam wielokrotność tej kwoty realizując projekty, które turbo mnie jarają. W nocy śpię, weekendami odpoczywam, a wolne mogę wziąć w dowolnej chwili. Gdybym świadomie nie kumulował nieustannie wiedzy to nadal przerzucałbym kartony wk.rwiony na świat czemu jest tak, a nie inaczej.
  • Większa wiedza to awans w pracy lub łatwiejsza możliwość jej zmiany.
  • Większa wiedza to szybszy rozwój firmy.
  • Znowu przykład. Przez jakiś czas do komunikacji wewnętrznej używaliśmy messengera, który jak wiecie super łatwo rozprasza. Czytając i szukając jak usprawnić komunikację trafiliśmy na Slacka + Trello + Dysk Google. Z kolei niedawne rozmowy z Aliną Sztoch i Szymonem Negaczem utwierdziły nas w tym by zrobić kolejny krok i wdrażamy obecnie program Monday, który MOCNO usprawni komunikację oraz przepływ zadań między członkami teamu PP. A to tylko jeden przykład z dziesiątek jak nie setek innych.

Krótki tip…

Jak chcesz zaoszczędzić w skali tygodnia, roku czy życia masę czasu to jeśli wciąż piszesz dwoma palcami na klawiaturze to poświęć kilka godzin i używając programu typu “Mistrz klawiatury” naucz się pisać wszystkimi. Twoja praca przyspieszy kosmicznie. Wierz mi 😉

Jak się uczyć?

Nie ma jednej drogi. Warto wypracować własny styl, gdyż różnimy się temperamentami, chronotypami snu
i mnóstwem innych istotnych elementów, które wpływają na nas i nasz rytm dnia. Dlatego pozwólcie, że wymienię niektóre rzeczy, które sam robię:

  • Włączam tryb samolotowy w telefonie.
  • Jeśli uczę się na komputerze to mail i social media są wyłączone.
  • Robię to każdego dnia na zasadzie baby steps.
  • Robię to w godzinach porannych, gdzie głowa jest świeża i dużo łatwiej przyswaja nowe informacje. Popołudniu przeważnie mam zbyt przeciążony beret, aby cokolwiek tam dołożyć, dlatego wtedy preferuję aktywność fizyczną. Krav Maga <3
  • Stosuję Intermittent Fasting. Jem pierwszy posiłek dopiero koło 13-14. Zauważyłem, że śniadania mi nie służą. Czuję się po nich lekko zmulony. No chyba, że mam białkowo-tłuszczowe to wtedy jest dużo lepiej, ale nadal na pustym żołądku pracuje i uczy mi się dużo lepiej. Ten artykuł też piszę na głodnego 😉
  • Codziennie uczę się około godziny. Weekendami dochodzi to do 2-3.
  • Dla pełnej transparentności należy dodać, że nie mam póki co dzieci (i teraz reakcja tych co mają: aaaaa, to
    o kant d.py rozbić ten artykuł jak typ nie ma dzieci. Zobaczymy co powie jak się urodzą.) To ja może od razu odpowiem: jak się urodzą to czas i tak znajdę, bo mądrzejsi ode mnie (przedsiębiorcy) podpowiedzieli mi, że przełomową zmianą w ich życiu było zatrudnienie gosposi, która ogarnia większość obowiązków domowych. Myślicie, że to przesada? Ok, ale nie dbam o to :D. Ja też będę chciał taką osobę zatrudnić. Wolę poświęcić godzinę czasu na naukę niż na mycie naczyń czy sprzątanie chaty. Ale… O tym chyba też napiszę osobny artykuł 😉
  • Piję dużo wody. Ile to dużo? Hm. Kiedyś słyszałem i czytałem, że jeśli Twoje siusiu jest przezroczyste to znaczy, że organizm jest odpowiednio nawodniony. Tego drogowskazu właśnie się trzymam.
  • Biorę glicynian magnezu. To efekt podpowiedzi od mojego ziomeczka, który prowadzi blog biohaker.pl. Zażywanie tej substancji powoduje między innymi naturalne podniesienie testosteronu co znacząco ułatwia funkcjonowanie jako facet. Nim wyciągniecie spłycony wniosek, że chodzi tylko o seks to zachęcam do poczytania o tym jakie inne benefity wynikają z wyższego poziomu testosteronu.
  • Paranoicznie dbam o sen. O tym też napiszę osobny artykuł. Tutaj powiem tylko tyle, że zaciemniam na maksa pomieszczenie gdzie śpię oraz wstaję bez budzika. Dlatego z moim wspólnikiem nie lądujemy w studiu przed godziną 10. Bo dobry sen to kolosalna przewaga nad innymi. A jak chcesz się dowiedzieć jak podnieść jakość snu to obejrzyj to.

Skąd czerpie wiedzę?

Myślę, że jak większość osób:

  • blogi
  • newslettery
  • profile przedsiębiorców i ekspertów na FB, IG czy LI (social media mogą służyć również do edukacji a nie do pierdół)
  • książki (przeważnie jedna tygodniowo)
  • filmy dokumentalne
  • podcasty
  • kanały YouTube

O tym kogo słucham, czytam czy oglądam, nie zgadniecie… Również napiszę kolejny artykuł

Taki tip na koniec…

Jeśli już się uczysz to dziel się chociaż częścią nowych informacji na swoich socialach. Z jednej strony dobra energia podobno wraca, z drugiej po prostu dajesz szansę zapalenia iskry u swoich kolegów i koleżanek, aby również zaczęli się uczyć, a z trzeciej dajesz wyraźny sygnał innym, również skoncentrowanym na ciągłej nauce ludziom, że istniejesz. Może to się przydać, gdy z powodu bólu miejsca gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę opuszczą Cię Twoje Sebiki, wariaciki, mordeczki 😉

To koniec artykułu, ale dla mnie nowy początek.

Jeśli dotarłeś aż do tego miejsca to przede wszystkim dziękuję za Twój czas. Mam nadzieję, że ten artykuł dał Ci coś pożytecznego :). Trzymam kciuki by Twoja siekiera z każdym dniem była coraz ostrzejsza.
Do następnego!

Uff… Nie przegrałem zakładu 😉

PS.
Pozdrawiam wszystkich fanów gry Diablo 😉