Historia Lecha Kaniuk. Twórcy PizzaPortal.

Lech Kaniuk – inwestor, innowator i specjalista od skalowania biznesów. Człowiek orkiestra z przeświadczeniem, że pomysły na biznes czają się tuż za rogiem.

Trudne biznesowe początki

10 letni Lech Kaniuk rusza na podbój biznesu florystycznego w Szwecji. W Szwecji ponieważ to tam wraz z rodziną, dorastał i wychowywał się. Skąd pomysł na sprzedaż kwiatów? Ponieważ kwiaty były w zasięgu ręki młodego Lecha – rosną na przyosiedlowych łąkach czy też sąsiedzkich ogródkach. Gdy rynek klientów, jak i produktów, wyczerpał się w pobliskim sąsiedztwie, Lech ruszył dalej. Dotarł na osiedle domków jednorodzinnych, które okalane były przez bogate w kwiatowe kompozycje ogrody. Niestety był to też dzień, w którym Lech zakończył swój pierwszy biznes. Został zdemaskowany przez jedną z klientek, gdy ta w bukiecie kwiatów od sprzedawcy rozpoznała swoje kwiaty, które jeszcze przed chwilą rosły w jej ogródku. Jakież było zdziwienie Lecha gdyż mimo swojej wpadki zarobił za stworzony przez siebie bukiet 10 koron.

Maluchem zapakowanym po dach pieluchami

Lech wraz z bratem i rodzicami dostał się do Szwecji – państwa, w którym przez wiele lat mieszkał i w którym to właśnie próbował swoich kolejnych biznesów. Wieczór spędzany w gronie rodzinnym przed telewizorem. Jak zaznacza Lech, sam nigdy nie oglądał wiadomości, ale traf chciał, że w ten wieczór zasiadł z rodzicami na kanapie i obejrzał najnowsze doniesienia z kraju, w którym żył. Nieszczęśliwy wypadek – płonący dom i śmierć wielu mieszkańców. Przyczyna? Nie do końca znana, ale być może obecność czujników dymu zapobiegłaby tragedii. Młody Lech raptowanie wstaje z kanapy i idzie szczegółowo zinwentaryzować swoje mieszkania. Chce dowiedzieć się, czy w swoim mieszkaniu może czuć się bezpiecznie. Jego rodzice zadbali o ich bezpieczeństwo. Odnajduje czujniki dymu. Ale co w sytuacji gdy są mieszkania, w których takiego sprzętu nie ma? Czy osoby starsze w ogóle zdają sobie sprawę z istnienia takiego narzędzia?

Tylko skrupulatne podejście do swojego pomysłu na biznes może przynieść sukces.

W głowie Lecha rodzi się pomysł, aby zająć się sprzedażą i montażem czujników dymu. Szukając wsparcia udaje się do taty. Należy nadmienić, że ani mama, ani tata nie byli przedsiębiorcami, więc istniało ryzyko, że nie będą przychylnie patrzeć na biznesowy pomysł swojego syna. Ku zaskoczeniu młodego przedsiębiorcy, tata nie nie zamyka mu ścieżki – otwiera mu furtkę do tego, aby marzyć i uwierzyć w siebie. Nie jest w stanie na ten moment pomóc synowi w tym biznesie, ale motywuje go, aby spróbował swoich sił.

Podbudowany postawą ojca, Lech rusza na podbój poważnego świata biznesu. Jak przystało na przedsiębiorcę – zakłada marynarkę i pakuje teczkę. Przedsiębiorca równa się podatki, stąd pierwsze kroki piętnastoletni Lech kieruje do najbliższego urzędu skarbowego. W końcu nie ma na co tracić czasu! Biznes trzeba rozpocząć tu i teraz. Nieprzychylnie potraktowany przez panie pracujące w urzędzie, nie zraża się i idzie dalej. Wraca do domu, przeszukuje garderobę taty, przyodziewa jedną z marynarek ojca – co z tego, że za duża – teraz nikt nie potraktuje go niepoważnie! Dodatkowo na dnie szafy znajduje teczkę, która co prawda jest pusta, ale szybko młody Lech zapełnia ją niezbędnymi, ważnymi rzeczami (czyt. kilka kartek papieru, długopis do podpisywania istotnych dokumentów oraz pęk kluczy nie mający swojego właściciela).

I oto on, pewny siebie młody przedsiębiorca wkracza do sklepu pełnego czujników dymu. W kieszeni garść pieniędzy umożliwiająca mu zakup na ten moment jednego czujnika, ale przecież ile to osób zaczynało od wyprodukowania tylko jednej rzeczy, a teraz są milionerami. Obowiązki szkolne, egzaminy, problemy z montażem wspomnianego czujnika dymu spowodowały, że biznes “czujnikowy” jednak nie wystartował. Kto wie jakby teraz wyglądało życie Lecha, gdyby jednak udało mu się tamten czujnik zamontować – kilka miesięcy później szwedzki rząd wprowadza nakaz posiadania czujników w każdym domu i mieszkaniu. A przecież nawet hasło reklamowe było już gotowe…. “chyba nie chcesz spalić się we własnym domu?!”.

Należy próbować i nie trzeba się brać braku pomysłów. Jak coś nie wyjdzie, to będzie inny pomysł, który w końcu zadziała.

Powyższe doświadczenia, jak i późniejsze, spowodowały, że swoistym mottem życiowym Lecha jest hasło mówiące, że należy próbować i nie trzeba się brać braku pomysłów. Jak coś nie wyjdzie, to będzie inny pomysł, który w końcu zadziała. Jakby tego było mało Lech w trakcie wakacji letnich najmował się do pracy w pobliskiej hucie. Tam zajmował się różnymi rzeczami, ale główne działania Lecha skupione były na obsłudze, wraz z doświadczonym pracownikiem, jednej z maszyn. Od początku pracy przy tym urządzeniu, Lech widział, że ich praca nie jest tak wydajna jakby mogła być. Zmotywowało go to do tego, aby ulepszyć maszynę. Popołudniami majsterkował w domowym garażu i stworzył prototyp, który znacznie usprawnił ich pracę, ale również reszty pracowników. 

Huta nie przywłaszczyła sobie jego wynalazku – za innowację, którą wymyślił, Lech dostał zapłatę. Miał wtedy ledwie 18 lat.Bohater wywiadu posiadał również ambicje muzyczne. Aby je zrealizować podjął pracę w pizzerii. Pracował solidnie – 7 dni w tygodniu, od rana do wieczora. Skutek? Brak wydania wymarzonej płyty, ale za to 13kg więcej gdy stawał na wagę.

Co Lech doradziłby młodej, ambitnej młodzieży, która chce iść na swoje?

Im więcej zebranego doświadczenia tym lepiej. Ważne, aby próbować nowych rzeczy.

Lech jest zdania, że warto podejmować pracę w trakcie studiowania. Podjęcie pracy może spowodować, że dojdziemy do wniosku, że kierunek, w którym idziemy nie do końca jest właściwy. Z kolei jeśli jednak utwierdzimy się, że ścieżka, którą idziemy jest prawidłowa, możemy stać bardziej atrakcyjni na rynku pracy. Po ukończeniu studiów będziemy mieć wachlarz doświadczenia i umiejętności, który może nam pomóc stać się lepszymi niż konkurencja. 

Trudny czas studiowania

Rodzice Lecha wychodzili z założenia, że najważniejsze jest, aby ich syn miał gruntowne wykształcenie. Z pomocą swojej mamy, Lech w czasach komunistycznej Polski, poszedł na studia lekarskie w Łodzi. Już sam przejazd przez granicę generował dużo problemów, a “najlepsze” dopiero Lecha miało spotkać…. (W tym miejscu warto dodać, że krótko po przybyciu Lecha do Polski skradziono mu samochód i tylko dzięki posiadanemu ubezpieczeniu miał jak po Łodzi się poruszać). W związku z tym, że przywoził ze sobą do Polski sprzęt elektroniczny m.in. laptop, musiał za niego zapłacić cło. Mógł tego dokonać jedynie w urzędzie celnym w Łodzi. Pełen entuzjazmu udał się do  tej instytucji, gdzie okazało się, że dokonanie wszelkich formalności zajęło mu cały jeden miesiąc. W Szwecji nie stosowano pieczątek. Na dokumentach, które Lech otrzymał z urzędu celnego było ich aż 47.  

Podpisując dokumenty w urzędzie celnym i płacąc cło za przywieziony sprzęt, młody Lech zobowiązał się, że cały sprzęt przywiezie z powrotem do Szwecji w momencie zakończenia przez niego studiów na uniwersytecie medycznym. Gdyby to było takie proste…Święta Bożego Narodzenia. Pierwszy powrót do domu w trakcie semestru zimowego. Pierwszy dzień ferii – telefon od Cioci. Okazało się, że ktoś włamał się do mieszkania Lecha i skradł wszystko co w nim było. Nie pomogła nawet interwencja sąsiadki, która grzecznie spytała dwóch panów z łomami, co właściwie robią pod drzwiami jej sąsiada. Usłyszawszy odpowiedź – naprawiamy drzwi – uspokojona weszła z powrotem do swojego mieszkania. Po dwutygodniowym pobycie u rodziców, Lech wrócił do Polski i od razu skontaktował się z urzędem celnym. Okazało się, że skradziony sprzęt nadal podlega opłacie celnej i jeśli nie zostanie z powrotem zabrany przez Lecha do Szwecji spotka go kara pieniężna. Nie było istotne, że fizycznie bohater wywiadu nie miał tego sprzętu. Ważne było to, że gdzieś ten sprzęt jest i ktoś musi za niego zapłacić. Chyba nie trzeba dodawać, że maszyna losująca wybrała Lecha i to on koniec końców zapłacił cło.

Miarka się przebrała. Szybka i konkretna decyzja – rzucenie studiów, spakowanie tego co zostało i powrót do Szwecji. Rok akademicki trwał, nie ułatwiało to Lechowi zadania. Znalazł uniwersytet, który byłby w stanie go przyjąć. Było jedno małe “ale”. Znajdował się on 1500 km na północ od rodzinnej miejscowości Lecha, a on sam, aby móc brać udział w rekrutacji na studia, musiałby dotrzeć tam najszybciej jak to możliwe. Długo nie myśląc spakował najpotrzebniejsze rzeczy i ruszył w trasę. Gdy dotarł na miejsce, pierwsze dni nie napawały optymizmem, może i dostał się na wybrany przez siebie kierunek studiów, ale za mieszkanie służył mu samochód i toaleta na pobliskiej stacji benzynowej.

Dusza przedsiębiorcy w Lechu była od zawsze. Kolejne studia nie do końca spełniły jego oczekiwania. Postanowił zmienić ścieżkę rozwoju raz jeszcze. Tym razem postawił na ekonomię. Wraz z poznanym na studiach kolegą, zdawali sobie sprawę, że nie zagłuszą drzemiącego w nich przedsiębiorczego ADHD. Lech wpadł na pomysł stworzenia czegoś na pokrój dzisiejszych inteligentnych domów. Pojawił się mały problem. Nie wiedzieli jak zabrać się do tego od strony technicznej. Stronę internetową założył wspomniany wyżej kolega, Lech miał zająć się szeroko rozumianym marketingiem. Pozostawał problem stworzenia urządzenia, które mogłoby takim domem zarządzać. Szczęśliwy los chciał, że Lech poznał doktoranta, który wynalazł urządzenie pozwalające zmierzyć zużycie energii w domu. Doszli do porozumienia i zawiązali spółkę. Niestety, jak to z naukowcami bywa, dążą oni do perfekcji. Lech już chciał ruszać z produktem na rynek, ale niestety kolega doktorant był innego zdania – chciał udoskonalić swoje urządzenie, tak aby zajmowała fizycznie jak najmniej miejsca.

Spotkanie niespodzianka, które otworzyło drzwi do sukcesu. Na upór kolegi Lech znalazł jedno rozwiązanie. Zaaranżował spotkanie z prezesem elektrociepłowni. Ku zdziwieniu doktoranta w pewnym momencie wraz z Lechem znaleźli się pod budynkiem wspomnianej instytucji, a chwilę potem już dopinali szczegóły współpracy. Prezes był żywo zainteresowany innowacją, którą panowie wymyślili i zaoferował, że może zająć się dystrybucją urządzenia. Kto wie czy gdyby nie inicjatywa Lecha to urządzenie do pomiaru zużycia energii może dalej leżałoby w uczelnianym laboratorium czekając lepszego momentu, aby ujrzeć światło dzienne.

Kolejne doświadczenie Lech zdobywał poprzez prowadzenie spotkań ze studentami, którzy mieli pomysł, ale nie do końca wiedzieli co dalej z nim zrobić. Dzięki pracy dla studentów i ze studentami, Lech zbudował sieć kontaktów, która pozwoliła mu szerzej spojrzeć na biznes. Jedna z firm, z którą współpracował w imieniu uniwersytetu, zaproponowała mu posadę w dziale innowacji. Jednak nastąpił konflikt interesów. Firma, która zaoferowała Lechowi pracę, chciała również stać się inwestorem urządzenia wynalezionego przez Lecha i jego kolegę. Dostał ultimatum. Albo praca w firmie albo dalsze działania na rzecz spółki. Wybrał posadę w firmie i jak się wydaje, było to dość dobra decyzja.

Wymyśl coś do mikrofalówki!

Pewnego dnia Lech dostał krótką instrukcję od swojego szefa: wymyśl coś do mikrofalówki. Nie dużo czasu potrzebował, aby przypomnieć sobie sytuacje, gdy skraplająca się woda na naczyniach podgrzewanych w mikrofalówce, przy wyjmowaniu dania, wiele razy spowodowała, że Lech się ochlapał. Czuł wtedy, że to problem cywilizacyjny, który należy rozwiązać – stworzy przykrywki do naczyń. Gdy przedstawił swój pomysł dyrektorowi sieci sklepów AGD, dostał jeden dzień na realizację pomysłu. Przedstawiając koledze o dość kuszącą ofertę finansową, namówił go do stworzenia projektu takich przykrywek w jedną noc. Chwilę później cała machina ruszyła, dyrektor zaoferował milion przykrywek, do miliona sprzedanych mikrofalówek. Urząd patentowy wyraził zgodę, wszelkie formalności zostały spełnione. Pojawił się jednak mały problem – koszt produkcji takich przykrywek. Niestety przekraczał budżet firmy. 

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Stworzenie przykrywki spowodowało, że Lech spełnił jedno ze swoich marzeń – napisał i wydał książkę. Lech nie chciał, aby włożona praca w stworzenie przykrywki, poszła na marne. Od dawna chodził mu po głowie pomysł napisania książki. Stwierdził, że będzie ona wartościowa, jeśli napisze o tym, na czym zna się najlepiej – komercjalizacja produktu. Do książki dodatkowo załączył niezbędne dokumenty – różnego rodzaju umowy, wnioski do urzędu patentowego  – wszystko co początkującemu wynalazcy może się przydać. Wydanie książki okazało się strzałem w dziesiątkę. 

Bohater wywiadu nie byłby sobą gdyby po takim sukcesie osiadł na laurach. Zadzwonił do radia, z uprzejmym zapytaniem, czy byliby zainteresowani podjęciem z nim współpracy. Program w telewizji dotyczący innowacji – jest, książka dotycząca innowacji – jest. Lech szukał luki, którą mógłby zapełnić. Wpadł na pomysł audycji radiowej. Idealnie wstrzelił się w moment tworzenia ramówki w szwedzkim radiu publicznym. Kilka telefonów wystarczyło, aby szefowie radia przekonali się do Lecha i dali mu własną audycję o szeroko rozumianych innowacjach. Jak Lech sam mówi – pracując w radiu zarobił najwięcej na książce. I nie dlatego, że swobodnie mógł ją reklamować – bycie autorem książki, było warunkiem, aby uzyskać większe wynagrodzenie. 

Rozczarowania, pomyłki, porażki – to nieodzowny element naszego życia. To właśnie one budują w nas determinację do tego, aby działać więcej i lepiej.

Lech wychodzi z założenia, że porażki to nauka, to lekcje, z których można zaczerpnąć bardzo dużo przydatnych dla nas informacji. Zdobyte doświadczenie powoduje, że mamy punkt zaczepienia, aby sięgnąć po coś więcej. Istotne jest to, aby wyznaczyć sobie cel naszych działań. Cały nasz los, wszystkie nasze pomysły i plany są tylko i wyłącznie w naszych rękach – to my jesteśmy za nie odpowiedzialni. Dzisiaj Lech nastoletniego siebie namawiałby do tego, aby siebie nie ograniczać, aby wierzyć w to, że mogę wszystko.

Historia powstania PizzaPortal

Przełom roku 2005 i 2006 – Lech wpada na pomysł, aby stworzyć produkt, który będzie miał bazową funkcjonalność, będzie działał i będzie można za jego pomocą ocenić jak przyjąłby się wśród klientów. Tak właśnie zrodziła się idea powstania Pizza Portal. Po co wychodzić z domu, po co telefonować do pizzerii, skoro można zamówić jedzenie jednym kliknięciem. Prototyp portalu spełniał bazowe oczekiwania, po pozytywnym przyjęciu przez klientów został rozbudowany i urozmaicony. Pomysł Lecha w Szwecji przyjął się niesamowicie dobrze. Kolejny kraj, w którym Lech ruszył z inwestycją była Austria. Przyszła więc pora i na rodzinny kraj Lecha – Polskę. 

Mając w pamięci doświadczenia związane z przyjazdem do Polski, Lech dość niechętnie chciał wrócić do ojczyzny. Założył sobie, że zostanie w Polsce jeden rok. Ten jeden rok przedłużył się do ośmiu lat. Biznes w Polsce rozkręcił się bardzo dobrze. Lech był głównym udziałowcem i founderem w kolejnej spółce – Delivery Hero. W 2016r. nadszedł moment, w którym doszedł do ściany. Chciał coś zmienić, miał poczucie, że na tym polu dokonał wszystkiego co mógł dokonać i czas na to, aby ktoś przejął firmę. I w tym momencie pojawił się Stefan Batory i jego propozycja współpracy przy iTaxi. Lech niewiele się zastanawiał i za namową kolegi podjął pracę przy tworzeniu iTaxi. Miał pewność, że wartość doświadczenia, które posiada, będzie większa gdy wejdzie do firmy, która już działa, a nie zaczyna od początku.

Odejście ze spółki wartej 4 miliardy euro. Jakie czynniki powodują, że człowiek decyduje się na taką decyzję?

Naturalnym procesem jest, że founder, z biegiem czasu ma coraz mniejszy wpływ na decyzje podejmowane w firmie. Tak też się i stało w przypadku Lecha. Bohater wywiadu czuł przyspieszony oddech na plecach konkurencji. Wiedział, że trzeba coś zrobić, aby się wyróżnić na tle innych. Wraz ze współpracownikami wpadli na pomysł, aby ubogacić, udoskonalić logistykę firmy. Zatrudniono 200 nowych osób, kupiono nową flotę samochodów, tak aby dostarczać jedzenia na jak najwyższym poziomie. I nagle, piątkowy wieczór Lech odbiera telefon – informacja, że rada nadzorcza dała czerwone światło na innowację Lecha. Firma ma aktualnie inne cele (szykowała się do wejścia na giełdę) i obawiała się, że ta inwestycja w logistykę nie spłaci się.

Mimo usilnych starań i prób uratowania tej części firmy, niestety nie udało się. Lech stał przed bardzo trudnymi rozmowami z pracownikami, w których musiał poinformować ich o tym, że niestety, ale nie utrzymają posady. Postanowił podejść do tego inaczej. Zespół HR wyspecjalizowany do rekrutacji pracowników przekwalifikował na zespół pomagający pracownikom znaleźć inną pracę. Sesje coachingowe, pomoc przy pisaniu CV, wsparcie pracowników, gdy w podzespołach próbowali zakładać swoje biznesy transportowe – to tylko kilka rzeczy, na które mogli liczyć pracownicy Lecha. Lech mocno zaznacza fakt, że wszyscy zostali dobrze potraktowani, jeśli ktoś z nich myśli inaczej to najprawdopodobniej po prostu nie chciał tej pomocy przyjąć.
Po odejściu z Delivery Hero Lech zaplanował chwilę wytchnienia. Ale jak to bywa z planami – często ulegają modyfikacjom. Dwa tygodnie czytania książek, pogłębionego researchu i bohater wywiadu na powrót ruszył do pracy.

Chęć bycia częścią zmian, które dzieją się tu i teraz to główna przyczyna, z powodu której Lech zajął się branżą transportową.

Branża transportowa aktualnie przechodzi szereg modyfikacji. Staje się coraz bardziej interesująca i idzie z duchem czasu. Pojawia się w niej również zmiana modelu biznesowego. Jedną z nich jest powstanie marketplace, czyli miejsca, które umożliwia jeżdżenie każdemu i płaci się jedynie od efektu swojej pracy – a nie jak w przypadku tradycyjnych taksówek, w których kierowca płaci tzw. bazowe. Dodatkowo coraz częściej do floty taksówek wprowadza się samochody elektryczne, które powodują, że jazda jest płynniejsza i bardziej przyjemna. A totalną nowością, która według Lecha będzie normalnością i codziennością, są autonomiczne samochody, które do jazdy nie wymagają obecności kierowcy w pojeździe. Dochodzi do pewnego rodzaju przedefiniowania zawodu taksówkarza. Zachodzą tak istotne zmiany, które spowodują rewolucję w branży transportowej, a bohater naszego wywiadu nie chce, żeby to go ominęło.

Nie da się ukryć, że konkurencja w branży transportowej jest dość spora. iTaxi nie oferuje gamy promocji i zniżek. Ich celem jest klient biznesowy. Proponują rozwiązania, które mogą ułatwić życie przedsiębiorcy. Dzięki aplikacji, która jest poddawana regularnym aktualizacjom, klient ma możliwość uzyskania faktury za przejazd taksówką. Dodatkowo istnieje możliwość integracji konta w aplikacji z systemami księgowymi, tak aby od razu taka faktura została zaksięgowana i rozliczona. Posiadają swoje stanowiska na dwóch znaczących lotniskach w Polsce, co również powoduje, że są dostępni dla swoich klientów. Istotne dla Lecha jest dbanie o środowisko, więc Lech jest pewny, że w iTaxi nadejdzie ten moment, w którym cała flota samochodów zostanie skonwertowana na elektryki.

Book challange

Lech postawił sobie wyzwanie, że przez całe swoje życie przeczyta tysiąc książek. Na ten moment czyta jedną tygodniowo. Skąd bierze na to czas? Jakie ma patenty? Po pierwsze zawsze ma jakąś książkę ze sobą. Przejazd metrem, wyjście z psem na spacer, czy podróż pociągiem z Łodzi do Warszawy to sytuacje, które umożliwiają zagłębienie się w lekturę. Nawet kilka stron, 5-10 minut czytania może przyczynić się do tego, że książka zostanie przeczytana w tydzień. Dodatkowo zawsze przygotowany stos kolejnych 40-50 książek do przeczytania. Po skończeniu jednej pozycji, Lech natychmiast podchodzi do swojego stosu i czyta chociażby jedną stronę książki – po prostu, żeby zacząć. Skąd czerpie inspiracje? Aplikacja Good Reads, polecenia sugerowane przez czasopisma biznesowe czy po prostu pozycje polecane w książkach, które już przeczytał.

Dobrze dobrany zespół to sukces w biznesie gwarantowany.

Nie potrzeba wielkich szkoleń, konferencji czy wysłuchanych prezentacji, aby stać się dobrym menedżerem. Według Lecha za sukcesem firmy, a więc i menedżera, stoi skrupulatnie dobrany zespół. Nie można być ekspertem we wszystkim. Należy zaufać mądrzejszym od nas i zdać się na ich doświadczenie i umiejętności. Jeśli ktoś nie potrafi sobie z tym poradzić, żeby oddać część pracy bardziej doświadczonym od nas, to Lech radzi, aby nie zapomnieć, że gdy bierze się krok wyżej, to ktoś musi zapełnić dziurę, którą mu zostawiamy. Wtedy tylko można się wspinać na sam szczyt.

Zainteresował Ciebie artykuł? Zobacz cały wywiad

Wywiad z Lechem Kaniuk na naszym kanale Przygody Przedsiębiorców