Stało się… cz. 1

451 0

Czyli cykl materiałów o mniejszych i większych f*ck up’ach za kulisami Przygódy Przedsiębiorców.

Planowanie czasu i mówienie prawdy.

https://usa.se.pl/pozar-w-raju-aa-huTe-yPs2-BBy8.html
Pewnie to przesada, ale tak się czułem w obliczu tej sytuacji 😉

Wielu z nas, nie tylko przedsiębiorców, doświadcza regularnie pewnych zdarzeń, które pozwalają wyciągnąć wnioski na przyszłość. U mnie tyczy się to przede wszystkim błędów albo niezręcznych sytuacji których zwyczajnie nie chce ponownie przeżyć 😉

Dlatego też korzystając z faktu, że mamy bloga, którego kształt dopiero się klaruje, postanowiłem, że zamiast do szuflady, to swoimi wnioskami z różnych sytuacji będę dzielił się tutaj. Jeśli ktokolwiek na tym skorzysta to super. Jeśli nie to chociaż sobie utrwalę co robić, czego nie należy robić, a Wy od czasu do czasu pośmiejecie się z moich potknięć 😉

Inna sprawa jest taka, że na każdy mini sukces, składa się kilka, kilkanaście sytuacji, które nie wyszły. A że potknięcia uczą nas najwięcej to dlatego właśnie o nich chcę od czasu do czasu pisać.

Dwa ważne wydarzenia w jednym dniu? To chyba zły pomysł.

Wniosek z minionego tygodnia. We wtorek miał przyjechać do nas inwestor, aby porozmawiać o współpracy. Wiedząc, że to ważne spotkanie uznaliśmy, że jak zarezerwujemy 6 GODZIN to w zupełności wystarczy.

Heh. Nie wystarczyło.
Nie przewidzieliśmy, że inwestor może przyjechać odrobinę później.
Nie przewidzieliśmy, że inwestor pojawi się na chwilę z pewnym gościem z którym spontanicznie mieliśmy coś nagrać.
Nie przewidzieliśmy, że pobliska restauracja będzie zamknięta z powodu pełnego obłożenia i trzeba będzie stracić czas na dojazd do innej.
Te trzy elementy odebrały nam jakieś 3 godziny czasu.

Zbliża się godzina 18:00, a tym samym drugie ważne wydarzenie tego dnia. Wywiad z Arturem Jabłońskim z którym:
a) kumplujemy się i po prostu bardzo go lubimy
b) współpracujemy
c) jak pewne sprawy ułożą się pomyślnie to ta współpraca będzie jeszcze bardziej ścisła
Wszystkie te elementy powodowały, że coraz bardziej nerwowo spoglądałam na zegarek. No i oczywiście nasz czas na rozmowę z inwestorem skończył się poprzez wejście Artura do studia dokładnie w momencie, gdy doszliśmy do momentu “ILE ZA ILE”.

Sami rozumiecie, że to dość niekomfortowa sytuacja ;). Oczywiście nie same negocjacje ale pauza w tak ważnym momencie.
Inwestor lekko zakłopotany, bo nie wie co dalej robić.
Artur widzi po naszych twarzach, że chyba coś jest nie tak.
Do tego ja nie jestem ubrany w swoją wywiadową zbroję (kamizelki szyte przez Pana Karola Włodarskiego), więc ogólnie pełnia szczęścia.
Nie zastanawiając się zbyt długo przeprosiłem wszystkich, że lecę do domu po ubranie. W drodze analizowałem co tu po prostu zrobić. Rozważałem naprawdę różne opcje…

Jak nie wiesz co powiedzieć, powiedz prawdę.

Uznałem, że najsensowniejszym jest po prostu powiedzieć prawdę. No bo.. W sumie co najgorszego może się stać? Jeśli mam do czynienia z myślącymi i dojrzałymi ludźmi to przecież nie powieszą mnie na szubienicy, że nie chciałem ich okłamywać, zgadza się?
Patrząc jeszcze z innej strony wydaje mi się, że czasami unikamy powiedzenia prawdy, bo po prostu nie chcemy rozczarować osób na których nam zależy.
No ale wracając do meritum…

Po powrocie do studia, stanąłem przed inwestorem, Arturem i moim wspólnikiem i powiedziałem mniej więcej coś takiego:

“Panowie. Chciałem Wam powiedzieć, że po prostu dałem d…y i zwyczajnie źle zorganizowałem dzisiejszy dzień. Nie powinno się jeśli nie jest to konieczne planować na dany dzień dwóch ważnych wydarzeń, bo potem kończy się to taką sytuacją jak teraz, że z jednej strony rozmawiamy z inwestorem o warunkach współpracy w newralgicznym dla wszystkich obszarze, bo w obszarze finansowym, a z drugiej musimy zrobić wywiad z człowiekiem, którego lubimy i bardzo mocno cenimy. Nie chciałem ściemniać żadnemu z Was, więc walę prosto z mostu czując ogromne zażenowanie, które ledwo pozwala mi patrzeć Wam w oczy.”

Co było dalej?
Dla mnie szok. Artur wstał i mówi: “Stary, czym Ty się przejmujesz? Ile potrzebujecie? Godzinę? Może chcesz to na inny dzień przełożyć? Jeśli godzinę czy półtorej to ja sobie pójdę na kawę i dajcie znać jak skończycie.”

Inwestor również okazał wyrozumiałość, więc sytuacja oczyściła się błyskawicznie.

Uff…
Czułem potężną ulgę jak powiedziałem prawdę, a jeszcze większą jak zobaczyłem u wszystkich zrozumienie.

Czy z tej historii płynie jakaś niezwykła prawda objawiona? Wydaje mi się, że nie. A może tak? Wszystko zależy od naszej percepcji, osobowości i okoliczności w których się obecnie znajdujemy.
Ja na pewno z tego dnia dużo wyciągnąłem i dlatego też chciałem się tym z Wami podzielić.

Kłaniam się.


Adrian Gorzycki
Pomysłodawca, współwłaściciel i prowadzący w “Przygody Przedsiębiorców”